Karkonosze to idealne miejsce na szybki, ale intensywny wypad w góry. Trzy dni, kt óre spędziliśmy między pięknymi widokami a schroniskami pełnymi klimatu, pokazały nam, że te góry mają naprawdę wiele do zaoferowania.

Dzień 1 – Jakuszyce, błotko i nocleg na Szrenicy
Wystartowaliśmy z Wrocławia i po niecałych dwóch godzinach byliśmy w Jakuszycach. Tam zostawiliśmy auto i wrzuciliśmy plecaki na plecy. Trasa na Szrenicę przywitała nas konkretnym błotem, bo dzień wcześniej lało. Miejscami trzeba było kombinować, żeby nie zjechać na tyłku, ale w niecałe 2 godziny ogarnęliśmy temat i dotarliśmy do schroniska.


Miejscówka w porządku – standard schroniskowy, ale widok z tarasu to złoto. Za nocleg z pościelą daliśmy 200 zł. Wieczór upłynął przy herbacie i planowaniu kolejnego dnia.

Dzień 2 – czerwonym szlakiem na Śnieżkę
Dzień zaczęliśmy klasycznie – jajecznica x2 + herbatka x2. 86 zł poszło, ale warto, bo potrzebowaliśmy paliwa na naprawdę długą trasę. Cały dzień spędziliśmy na czerwonym szlaku – mega widokowym i naprawdę przyjemnym.
Pierwszy przystanek: Śnieżne Kotły. Mało ludzi, cisza i przestrzeń – chyba pomogło, że był czwartek. Dalej szybki pit stop w schronisku Odrodzenie, gdzie padła zimna zerówka. Idealnie w połowie trasy.

Potem najpiękniejszy fragment dnia – Kocioł Wielkiego Stawu i ten widok z góry na Samotnię… coś pięknego. Już wiedzieliśmy, gdzie pójdziemy na śniadanie dnia trzeciego.

Końcówka na Śnieżkę? Powiedzmy tak: 43% przewyższenia na ostatnich metrach to nie żarty. Nasze uda błagały o litość. Ale zdobyliśmy! Zameldowaliśmy się w schronisku Dom Śląski. Nocleg z pościelą – znowu 200 zł.

Dzień 3 – jajecznica nad stawem i autostop
Rano podziękowaliśmy Domowi Śląskiemu za gościnę, ale śniadanie odpuściliśmy – zaufaliśmy planowi B: Schronisko Samotnia. Zeszliśmy czarnym, potem żółtym i niebieskim szlakiem prosto nad urokliwe jeziorko. Pogoda dopisała, ludzie jeszcze nie zdążyli się zlecieć, więc jajecznica z kawą z takim widokiem – bezcenne.

Po chwili relaksu niebieskim szlakiem zeszliśmy w stronę Świątyni Wang w Karpaczu – końcowy punkt wypadu. Ale… auto było w Jakuszycach. Plan: złapać stopa. Rzeczywistość: no cóż, w końcu się udało.

Co byśmy zrobili jeszcze raz? Wszystko.
Karkonosze nas totalnie zauroczyły – za to, że są dostępne, różnorodne, piękne i mają wszystko, czego szukasz w 3-dniowej górskiej przygodzie. Każdy dzień był inny, każde schronisko miało swój klimat, a widoki – no cóż, sami zobaczcie.