Babia Góra – koniecznie spróbuj wejścia od strony Słowacji
Babia Góra to szczyt, o którym mówi się, że wymaga niezłej kondycji i górskiego doświadczenia. Pomysł wejścia na „Babią” chodził za nami od dawna, a przedostatni ciepły weekend września okazał się idealnym momentem na realizację planu. Wiedzieliśmy jednak, że dobra pogoda to gwarancja tłumów po stronie polskiej. Dlatego postawiliśmy na mniej oczywistą opcję – wejście od strony Słowacji. I powiemy Wam jedno: to był strzał w dziesiątkę!

Punkt pierwszy – Slaná Voda
Naszą przygodę zaczęliśmy przy schronisku Slaná Voda. Tuż za nim znajduje się duży, trawiasty parking – bez stresu, każdy znajdzie miejsce. W ciągu kilku minut pojawi się pewnie pan na rowerze z bloczkiem paragonów – całodzienny parking kosztuje jedynie 3 euro (płatność kartą możliwa w schronisku).
Ze Slanej Vody na szczyt Babiej Góry prowadzą dwa szlaki – żółty i czerwony, które tworzą pętlę. My postawiliśmy na wejście żółtym i szczerze – polecamy!

Żółtym szlakiem na szczyt
Już na początku warto wspomnieć, że wejście do parku krajobrazowego Horná Orava jest bezpłatne, w przeciwieństwie do polskiego Babiogórskiego Parku Narodowego. Co więcej można tu wędrować z psem.
Pierwsze 3 km żółtego szlaku to spokojny spacer z niewielkim przewyższeniem. Po prawej stronie rozciąga się przepiękna panorama – przy dobrej pogodzie można podziwiać Tatry.



Po przekroczeniu rzeki zaczyna się już konkretne podejście. Większość trasy prowadzi przez las, który daje przyjemny cień w słoneczne dni. Ale Babia Góra to góra kapryśna – pogoda potrafi tu zmienić się błyskawicznie. Na szczęście po drodze znajdziecie wiaty i zadaszone ławki, gdzie można schować się przed deszczem, zjeść kanapkę czy po prostu odpocząć.

Po sporym podejściu docieramy do wypłaszczenia. Ten odcinek, długi na ok. 3 km, prowadzi nas prosto pod ostatnie, strome podejście na szczyt Diablak (1 723 m n.p.m.).

Nie skłamalibyśmy pisząc, że szlak od strony słowackiej świecił pustkami, natomiast ilość turystów na szczycie mocno nas zaskoczyła. Podejście od strony polskiej jest bardzo popularne, przez co łąka na szczycie wygląda jak podczas Juwenaliów. Widoki jednak wynagradzają wszystko – panorama jest oszałamiająca, ale pamiętajcie o czymś na głowę, bo wiatr potrafi tu solidnie przewiać.



Powrót do schroniska czerwonym szlakiem
Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w dół – czerwono-zielonym szlakiem w stronę Małej Babiej Góry. I tu od razu podpowiedź: zdecydowanie lepiej schodzić tą trasą, niż nią wchodzić. Dlaczego? Bo czekają tu strome, kamienne schody – wchodzenie nimi to gwarantowana męczarnia. Nasze kolana dostały w kość nawet przy schodzeniu!


Po zejściu do Przełęczy Brona (1 408 m n.p.m.) czeka jeszcze ok. 20 minut podejścia na Małą Babią Górę (1 515 m n.p.m.), a stamtąd już tylko w dół.

Czerwony szlak jest mniej widokowy niż żółty – prowadzi głównie przez gęsty las. W kilku miejscach trasa była błotnista z powodu pracy maszyn leśnych. Zaskoczyło nas też, że turystów było tu jeszcze mniej niż na żółtym szlaku.


Jeśli szukacie pomysłu na aktywny weekend i chcecie uniknąć tłumów na szczycie, wejście na Babią Górę od strony Słowacji to świetna opcja. Trasa jest różnorodna – od spokojnych leśnych odcinków, przez wymagające podejścia, aż po spektakularne panoramy.

