Jak wejść na Waligórę? Intensywny szlak oraz praktyczne wskazówki

Waligóra to dokładnie ten typ góry, przy której człowiek zastanawia się, czy przypadkiem nie zapisał się na jakiś górski „crossfit level HARD”. Serio – najwyższy szczyt Gór Kamiennych potrafi zmęczyć tak, że kolana prowadzą wewnętrzny monolog motywacyjny, ale jednocześnie daje taką satysfakcję, że człowiek od razu zapomina o całej zadyszce.

Celujemy w żółty szlak

Startujemy niepozornie – w Grzmiącej. Samochód zaparkowaliśmy tuż przy żółtym szlaku, na mikro-parkingu, na szczęście był asfalt także nie musicie tutaj wjeżdżać 4×4. Jednak ten parking do “normalnych” nie należy, bo jest on bardzo…stromy, dlatego „warto zaciągnąć ręczny na poważnie”!

I od pierwszych metrów góry wałbrzyskie pokazują klasyk gatunku: przewyższenie 46%. Tak, dobrze widzicie – czterdzieści sześć procent. Szlak wita nas jak trener personalny, który nie przyjmuje wymówek. Ale dobra wiadomość jest taka, że po tym pionowym powitaniu robi się na chwilę łagodniej. Pomiędzy żółtym a niebieskim szlakiem mamy jakieś 100 metrów po płaskim, żeby złapać oddech i przypomnieć sobie, jak to jest chodzić „normalnie”.

Kilka mniejszych szczytów po drodze

Potem znowu startuje wałbrzyska klasyka – 32% przewyższenia, ale szlak prowadzi ładnym, leśnym terenem. Mijamy Rogowiec, potem Jeleniec, a wszystko to w rytmie „trochę potu, trochę zachwytów”. Przy Przełęczy pod Jeleńcem odbijamy na czerwony szlak, który wita nas małą grą terenową: góra–dół, góra–dół, aż w końcu dochodzimy do żółtego szlaku. I wtedy zaczyna się to, na co wszyscy czekają: atak szczytowy na Waligórę.

Atak szczytowy na Waligórę

I tu już nie ma żartów – 62% przewyższenia. Sześćdziesiąt dwa. Ten odcinek spokojnie mógłby być używany jako test psychicznej odporności. Ale wystarczy zaciągnąć pasa, nie patrzeć zbyt często w górę i po prostu iść – bo pieczątka sama się nie przybije, a satysfakcja na szczycie jest absolutnie tego warta. Pomiędzy czerwonym a żółtym szlakiem mamy obowiązkowy przystanek w Schronisku Andrzejówka.

Powrót z epizodami

Powrót to już sama przyjemność: najpierw druga część żółtego szlaku z małym epizodem o treści 32% przewyższenia. Potem zmiana na czarny szlak, idziemy nim dosyć spory kawałek, zmienia on kolor na zielony prosto pod drzwi samochodu. Kolana śpiewają hymn wdzięczności, a głowa jest przewietrzona jak po solidnym spacerze na Islandii w styczniu.

Było super, nie peniaj!

Całość trasy była przewidziana na 3 godziny 24 minuty i 10,2 km, ale tradycyjnie wykręciliśmy nasze szybkie tempo i zrobiliśmy ją w ok. 2,5 godziny. Trochę nas przetyrała, ale było warto – jak zawsze.

Waligóra? Polecamy. Mocno. To nie jest zwykły spacerek, a mała górska przygoda z elementami „ciekawe, czy moje kolana i płuca to wytrzymają?”. Ale widoki, klimat i Andrzejówka na deser – robią swoje! Ps. A picka w Stacji Neapol w Rogowie Sobóckim to już w ogóle wspaniałe zwieńczenie tak intensywnego dnia!


Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *