Śnieżne Kotły zimą – trasa przez Szrenicę i Halę Szrenicką (pełny opis szlaku)
Zimowa wędrówka na Śnieżne Kotły to jedna z najpiękniejszych tras w Karkonoszach. Czerwony szlak przez Halę Szrenicką i Szrenicę daje świetne widoki. Marzec, środek tygodnia, zero tłumów i słoneczna pogoda – brzmiało jak plan idealny. I faktycznie… prawie taki był.

Start przy Wodospadzie Kamieńczyka
Zaczęliśmy przy sklepie z pamiątkami, tuż obok wejścia na Wodospad Kamieńczyka. Parking 30 zł, niestety. Znalezienie darmowego miejsca w sezonie to wyzwanie, ale warto wiedzieć, że tam, gdzie są turyści, jest też dużo parkingów (choć płatnych). Ruszyliśmy czerwonym szlakiem (tak ten ten słynny czerwony szlak sudecki) i od razu było widać, że zima w Karkonoszach jeszcze trzyma formę. Po bokach droga tonęła w ponadmetrowych zaspach, ale sam szlak był porządnie ubity – na tyle, że momentami robiło się naprawdę ślisko. Raczki okazały się nie dodatkiem, tylko absolutnym must-have, bo bez nich każde mocniejsze zejście zamieniłoby się w kontrolowany (albo i nie) zjazd na czterech literach.
W okolicach Wodospadu Kamieńczyka zimowa sceneria robiła jeszcze większe wrażenie – lód, śnieg i skrzypiące pod butami podłoże tworzyły klimat jak z pocztówki, ale na szczęście nadal szło się dość komfortowo. Trasa była na tyle dobrze przetarta, że mimo zimowych warunków nie musieliśmy przedzierać się przez zaspy.

Hala Szrenicka → Szrenica
Pierwszym charakterystycznym punktem była Hala Szrenicka i jej schronisko — idealne miejsce na kilka zdjęć i łyk herbaty. Dalej szlak prowadził już w stronę Szrenicy, gdzie zimowa panorama to czyste złoto.

Za Szrenicą robi się naprawdę przyjemnie – szlak się wypłaszcza, a przed nami tylko kilka mniejszych pagórków w stylu góra–dół. Nic trudnego, ale wystarczająco urozmaicone, żeby człowiek poczuł, że faktycznie idzie po górach, a nie po deptaku.

Podejście pod Śnieżne Kotły
Ostatni odcinek zaczyna lekko ciągnąć w łydkach, ale jest to dokładnie ten typ wysiłku, który daje satysfakcję zamiast frustracji. Mijamy kolejne zakręty, śnieg skrzypi pod butami i nagle… SĄ!
Śnieżne Kotły w zimowej odsłonie wyglądają obłędnie — surowe, monumentalne i w marcowym słońcu aż nienaturalnie spokojne. Widoki na Karkonosze i dolinę dosłownie wyciągają z człowieka ostatnie „WOW”. To jedno z tych miejsc, do których się wraca i za każdym razem zachwyca Cię ono coraz bardziej!


Powrót przez Łabski Szczyt
Chcieliśmy zrobić pętlę, więc, zamiast wracać tą samą drogą, odbiliśmy w stronę Łabskiego Szczytu. I tutaj kilka słów szczerości:
– widokowo: super
– technicznie: średnio
– dla kolan: absolutnie nie
Szlak w dół był zamknięty na żółtym odcinku i kompletnie zasypany (górna jego część, bo przy schronisku można było już na niego wejść), więc poszliśmy niebieskim, który… no cóż, niebieski tylko z nazwy. W praktyce oznacza to naprawdę stromy zjazd w dół, który w zimowych warunkach miejscami przypominał tor saneczkowy, tylko bez sanek.
Dotarliśmy do Schroniska pod Łabskim, ale droga do niego wymęczyła nas bardziej niż całe wcześniejsze podejście. Potem odbiliśmy na żółty szlak, który okazał się bardzo przyjmiemy. Leśna ścieżka była wyłożona drewnianymi balami, przez co nie trzeba było się przebijać przez śnieg. A końcówek trasy to przejście na zielony szlak przy Starej Drodze prosto na parking.

Praktyczne wskazówki
Parking: 30 zł przy Kamieńczyku.
Sprzęt: raczki konieczne. Kijki trekkingowe bardzo pomocne.
Warunki: w marcu – idealne. Słońce, świeży śnieg, pusto.
Trudność: czerwony szlak → lekki i bardzo przyjemny. Niebieski na powrocie → stromy i męczący zimą.
Śnieżne Kotły zimą to absolutnie wyjątkowa trasa – piękna, widokowa i nieprzepełniona. Podejście czerwonym przez Halę Szrenicką i Szrenicę to sama przyjemność, a sam szczyt wynagradza każdy krok. Jedynie powrót niebieskim szlakiem potrafi dać trochę w kość, więc jeśli nie czujesz potrzeby testowania wytrzymałości własnych kolan, spokojnie wróć klasycznie tą samą drogą.
A jeśli zdecydujesz się na pętlę — no cóż, przynajmniej będziesz mieć historię do opowiadania.

